Aktualności

29 maja 2018

Polskie państwo działa teoretycznie? 1000 dni dieselgate

Wkrótce minie blisko tysiąc dni od momentu wybuchu dieselgate. Miało być pięknie, miało być sprawnie, miało być szybko. Tymczasem okazuje się, że polskie państwo w obliczu afery dieselgate nie działa praktycznie w ogóle. Mimo dziesiątek poselskich interpelacji, setek artykułów prasowych, my, polski naród, nie możemy doczekać się jakiejkolwiek reakcji państwa. Oto kronika bezczynności Polski, państwa, które nie działa.

Premier Morawiecki udaje, że problemu dieselgate nie ma?

Wielki niemiecki koncern, wielkie plany inwestycyjne, miejsca pracy. To wszystko brzmi wspaniale w przypadku Volkswagena. Urzędnicy premiera Morawieckiego najwyraźniej obawiają się dotknąć problemu dieselgate, obawiając się, że Volkswagen ograniczy inwestycje w Polsce, które są tak bliskie sercu premiera. W efekcie bezczynności pana premiera i podległych jemu urzędników dwieście tysięcy wadliwych samochodów jeździ po polskich ulicach, truje jak truło, akcja naprawcza sprawia problemy bo użytkownicy się masowo skarżą na różne techniczne przypadłości i nikt w Polsce nie zweryfikował czy w ogóle jest skuteczna.

Pytania do premiera:

  • Czy tak bardzo boi się Pan niemieckiego koncernu i siły Angeli Merkel, że nic pan nie zrobił?
  • Co tak naprawdę stoi na przeszkodzie, by na oszustów z Niemiec nałożyć miliardowe kary?
  • Co powie pan rodzinom osób, które zmarły przedwcześnie na skutek zatrucia tlenkami azotu z wadliwych diesli?

Jak to należałoby zrobić?

W Stanach Zjednoczonych, gdzie problem dotyczy zaledwie pół miliona samochodów, a więc tylko nieco ponad dwa razy więcej w Polsce, też jest fabryka samochodów Volkswagena. Jednak Amerykanie najpierw patrzyli na interes obywateli. I Volkswagen zapłacił ogromne odszkodowania wszystkim: obywatelom amerykańskim (nawet tym co mieszkają w Europie i są na rządowych kontraktach), poszczególnym stanom i rządowi federalnemu. Większość samochodów odkupił od klientów.

Transportowy Dozór Techniczny wie o sprawie. I co z tego?

Za sprawy homologacji i dopuszczenia samochodów na rynek odpowiada urząd o nazwie Transportowy Dozór Techniczny. Jego dyrektorem jest pan Jan Urbanowicz. Był już kiedyś szefem tego urzędu, ale liczne zastrzeżenia, które do niego niego zgłaszano spowodowały, że został zwolniony.

Dzisiaj liczne zastrzeżenia do dyrektora Urbanowicza mają polscy klienci Audi, Volkswagena i Skody. Wszystko z powodu braku odczuwalnych dla nich efektów działań tej instytucji. TDT informuje, że wie o sprawie, ale na stronach tego urzędu trudno szukać wielu informacji o dieselgate. Jan Urbanowicz tak dobrze czuje się na stanowisku dyrektora i jest tak święcie przekonany o prawidłowości swojego postępowania w tej sprawie, że pozwał nawet stowarzyszenie zajmujące się aferą Volkswagena. Poszło o wywiad, w którym jego prezes mówił o tym, że Transportowy Dozór Techniczny mógłby zrobić najwięcej dla polskich klientów. Postępowanie sądowe jednak przegrał.

Klienci mogą zarzucać TDT, że nie weryfikuje zgodności ze stanem faktycznym oświadczeń i dokumentów przesyłanych z centrali Volkswagena. Urząd broni się, wskazując na brak ku temu podstaw. Jednak podstawy jeżdżą po ulicach. Dwieście tysięcy samochodów, które zostało wprowadzonych na rynek w wyniku oszustwa to dowód przytłaczający. Jak długo jeszcze taki stan będzie trwał? Pensja urzędnicza wypłacana jest co miesiąc. Można to ciągnąć latami, prawda?

Pytania do dyrektora TDT:

  • Czemu do dzisiaj sprawa nie jest w pełni wyjaśniona?
  • Co tak naprawdę stoi na przeszkodzie, by unieważnić dopuszczenie samochodów do ruchu co zmusiłoby Volkswagena do działania, na przykład odkupienia wadliwych samochodów?
  • I to samo pytanie co do premiera: Co powie pan rodzinom osób, które zmarły przedwcześnie na skutek zatrucia tlenkami azotu z wadliwych diesli?

Jak to należałoby zrobić?

W Polsce należy natychmiast przeprowadzić niezależne badania i pełen proces homologacyjny, by zweryfikować co tak naprawdę zafundowali nam Niemcy. Unieważnienie dopuszczenia samochodów na rynek skutkowałoby bardzo szybkim działaniem ze strony producenta, który dzisiaj nie czuje żadnej presji ze strony polskich urzędników.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi postępowanie w sprawie. A lata lecą.


Jest ekonomistą, historykiem i urzędnikiem państwowym z dużym doświadczeniem. Marek Niechciał prezesem UOKiK został już po raz drugi. Pierwszy raz na szefa urzędu mianowany został w kwietniu 2007 roku. Jednak do walki z wielkim niemieckim koncernem ikry mu chyba trochę zabrakło. Mimo przyznania się przez Volkswagena w 2015 roku urząd do dzisiaj nie wydał żadnej decyzji w sprawie oszustwa. Urzędnicy patrzą chyba na to co zrobi Bruksela, Bruksela prowadzi działania w postaci licznych spotkań a interes polskich klientów jest tutaj najmniej ważny. Klienci, którzy zgłaszają problemy ze swoimi samochodami do UOKiK dowiadują się, że problemów indywidualnych urząd nie rozpatruje. Indywidualnych? Sprawa dotyczy około dwustu tysięcy samochodów i milionów ludzi, którzy wdychają ich spaliny. Więc raczej indywidualne problemy to nie są. Być może urzędnicy wiedzą jednak lepiej. No i sprawa ciągnie się jak przysłowiowa guma. Bo tak jest wszystkim wygodniej? Na pewno Niemcom, którzy zapewne liczą na przedawnienie się całej sprawy!

Pytania do prezesa UOKiK:

  • Co wy do cholery robicie tyle czasu?
  • Kiedy w końcu ukaracie Volkswagena?
  • Co powie pan rodzinom osób zmarłych przedwcześnie z powodu tlenków azotu? Jak spojrzy im pan w oczy? Napisze pan, że nie zajmujecie się sprawami indywidualnymi czy może wyśle ich pan do ministra środowiska?

Jak to należałoby zrobić?

Karać, karać i jeszcze raz karać. Macie ku temu podstawy, przyznanie się do winy i odpowiednie narzędzia.

Sąd każe polskim klientom szukać sprawiedliwości w Niemczech

Sędzia Joanna Bitner, prezes Sądu Okręgowego w Warszawie i jej kolega sędzia Grzegorz Chmiel nie pozostawiali złudzeń co do szans polskich klientów w starciu z Volkswagenem. Idźcie do Niemiec szukać odszkodowań i kary dla Volkswagena. Tak mniej więcej brzmiała sentencja decyzji, w którym sąd odrzucił pozew Polaków. Obecni na sali przecierali oczy ze zdumienia, słuchając jak Joanna Bitner prawie obrażała ludzi, którzy podjęli nierówną ale ważną walkę z niemieckim gigantem. Kto ma mocne nerwy, niech czyta: http://superauto24.se.pl/moto-news/stopvw-przegrywa-w-polskim-sadzie-pozew-przeciwko-volkswagenowi-odrzucony_1029551.html

Sprawne sądy miały być jednym z filarów nowego otwarcia, które od trzech lat realizuje partia rządząca. Dzisiaj okazuje się, sprawne to te sądy są. Inaczej.

Pytania do Joanny Bitner:

  • Czego pani nie rozumie w sprawie dieselgate?
  • Skąd tyle niechęci do procesów zbiorowych w Polsce? To aż takie trudne dla sędziów?

Posłowie pytają. Niektórzy

Aktywność w sprawie dieselgate wykazują niektórzy posłowie. Są z różnych partii. Przeglądając sejmowe interpelacje można natknąć się na pisma posłów PiS, PO, Nowoczesnej a nawet PSL. Słowa uznania powinny więc trafić do takich posłów jak Małgorzata Janowska, Grzegorz Furgo, Paweł Pudłowski, Piotr Zgorzelski, Paweł Kobyliński, Jan Szewczak i Tadeusz Dziuba oraz inni. Z odpowiedzi, które uzyskali wyłania się obraz przerażający – działań papierowych, teoretycznych, bezwładu decyzyjnego.

Jak to należałoby zrobić?

Tymczasem dieselgate w Polsce, jeśli zakładamy, że jesteśmy demokratycznym państwem prawa, wymaga poważnej komisji sejmowej, która zajęłaby się wyjaśnianiem dlaczego do tej pory nic się nie zdarzyło. Skala zaniedbań państwa jest bowiem porażająca.

Przypomnieć trzeba posłom i wszystkim urzędnikom: W Polsce samochody jeżdżą po ulicach, akcja naprawcza prowadzona jest opieszale a jej efekty są kwestionowane przez poważne autorytety oraz instytucje badawcze. W Stanach Zjednoczonych 25 miliardów dolarów trafiło jako odszkodowania do rządu, rządów lokalnych oraz klientów. Samochody w ilości ponad 300 tysięcy sztuk Volkswagen odkupił. W Polsce dwieście tysięcy samochodów jeździ po ulicach. Truje nadal. Good job, Sejm!

Telewizja Polska Jacka Kurskiego o dieselgate? Nie tym razem

Telewizyjne media narodowe, tak skore do walki z prawdziwymi i urojonymi wrogami polskiego państwa siedzą prawie cicho jak makiem zasiał. Coś tam się gdzieś pojawiło, ale w mikro skali. Powstaje więc zasadnicze pytanie. Z jakiego powodu ta cisza? Czy ma to może związek z wysokością budżetu reklamowego, który Volkswagen przeznacza w Polsce na promocję swoich produktów? 300 milionów złotych to pokaźna suma i zapewne spora część trafia do telewizji. Czy za sprawą kryje się coś więcej? To już sprawa dla… ? No właśnie, dla kogo?

Czy badaniem dziwnej opieszałości urzędników i telewizji może się w Polsce w ogóle ktoś zająć? To zapewne sprawa dla CBA a może ponadpartyjnej komisji, która miałaby siłę i możliwość zajęcia się sprawą.

Pytania do Jacka Kurskiego, prezesa TVP:

  • Czy prezes telewizji, Jacek Kurski, naprawdę nic nie może? Czyny lub brak czynów świadczą za pana.
  • Ile pieniędzy na reklamę w TVP przeznacza niemiecki producent samochodów?
  • Gzie akcja edukacji Polaków, gdzie pokazywanie historii Volkswagena, pracy przymusowej Polaków w tej firmie, gdzie historia z brakiem odszkodowań? W innych sprawach TVP jest niezmiernie gorliwa a nawet nadgorliwa.

Piotr Woźny, do spraw smogu, który nie wie, że jest dieselgate

Jest jeszcze Piotr Woźny, były wiceminister w Ministerstwie Cyfryzacji, teraz zajmujący się w Polsce problemem smogu. Częściowo, bo jego działania nie obejmują sprawy dieselgate. Pan minister zdaje się nie rozumieć, że smog to nie tylko ogrzewanie. To także, a może przede wszystkim, problem emisji trujących substancji z samochodów. A może to wie, ale nie chce by do niego dotarło? Musiałby wtedy walczyć z Volkswagenem. A to dla członka rządu może być trudne.


Piotr Woźny musiałby zająć się między innymi stworzeniem systemu skutecznych pomiarów zanieczyszczeń na poziomie 1 metra nad drogami krajowymi i miejskimi. Musiałby zagonić do pracy urzędników Ministerstwa Środowiska. Musiałby prowadzić kampanie edukacyjne, uświadamiające zagrożenia płynące z tlenków azotu. Musiałby jeszcze przeczytać raport, który mówi o tym, jak bardzo Polska jest zagrożona przedwczesnymi zgonami. Musiałby zrozumieć, że problemem miast nie są stare silniki, ale silniki samochodów wyprodukowanych w latach 2008-2015 (a może i później) między innymi w Polsce, w Polkowicach. I musiałby się tym zająć, a to dużo informacji dla biednej głowy jednego człowieka w rządzie.

Polska 2018 to kraj teoretyczny

Podsumowanie afery dieselgate w Polsce wygląda tak, jak słowa ministra Sienkiewicza. Od 2015 roku niewiele się zmieniło. Uj, upa i kamieni kupa. Gratulacje dla wszystkich niezaangażowanych.

źródło: https://www.salon24.pl/u/ecology/866339,polskie-panstwo-dziala-teoretycznie-1000-dni-dieselgate